Sobota z wilkami
| Sobota z wilkami |
|
|
|
| Autor: Krzysztof Ulas | ||||||||
| 01.02.2009. | ||||||||
|
Po drodze organizator raczy nas kilkoma ciekawostkami dotyczącymi mijanych atrakcji. W końcu dojeżdżamy. Naszym celem okazuje się posiadłość Raczyńskich w Obrzycku. Pierwotnie należała do linii obrzyckiej, a w efekcie bezdzietności Karola Raczyńskiego zapisana została Zygmuntowi Edwardowi pochodzącemu z linii kurlandzkiej. Po wojnie urządzono w pałacu ośrodek wypoczynkowy, a obecnie znajduje się tam Dom Pracy Twórczej i Wypoczynku. Opiekun ośrodka skromnie podkreśla, że nie ma w pałacu nic ciekawego do oglądania, ale załączony obrazek nie przekonuje. Szybkim skokiem ruszamy do Annogóry by obejrzeć posiadłość, która była do niedawna ośrodkiem wypoczynkowym poznańskiego kombinatu budowlanego. Obecny jej stan jest godny pożałowania, ale nowe drzwi i betoniarka są wystarczająco wymowne. Trwa remont i kto wie czy za jakiś czas nie usłyszymy o tym miejscu. Tym niemniej tutaj naprawdę nie ma dziś co oglądać więc czym prędzej udajemy się w kierunku gwoździa programu. W Stacji Doświadczalnej w Stobnicy prowadzonej przez Uniwersytet Przyrodniczy wita nas miła pani, która oprowadza nas po obiekcie. Odkrywa przed nami sekrety wilczych zwyczajów i sposobów utrzymania kruchej równowagi między watahą i opiekunem. Wilk, postrach zimowej zawiei jest w rzeczywistości bardzo nieufny wobec człowieka. Zwierzęta te mają zakodowany strach przed naszym rodzajem, a ataki na ludzi są niezwykłą rzadkością. Częściej wilki napadają na zwierzęta gospodarskie i tutaj należy upatrywać źródła silnej niechęci z jaką spotykają się te zwierzęta. Mimo objęcia ścisłą ochroną w dalszym ciągu bywają celem dla kłusowników. W niewoli hierarchicznie uporządkowana wataha podlega takim samym przetasowaniom, jak na wolności, ale opiekujący się wilkami ludzie, jeśli zachodzi taka konieczność, chronią najsłabsze zwierzęta przed skutkami hierarchizacji. To fakt, że Stobnica wilkiem stoi, ale nie tylko nim. Spotkać możemy tam też głuszcze, dropie, gęsi, a przy odrobinie szczęścia również bobry. Wydawałoby się, że to już wszystko. Błąd, to bo oto idąc szlakiem bobrzym mijamy pomnik przyrody - bardzo starą sosnę, która oparła się inwazji szkodników. Uchodziliśmy się po śliskich leśnych ścieżkach, ale warto było, bo dotarliśmy do paśnika, a przy nim dzikie i niezwykle przyjazne koniki polskie. Żyją wolno i nie są trzymane w stajni, ale w zimowy czas są dokarmiane. Mamy szczęście spotkać miłośników tych zwierząt w momencie w którym uzupełniają paśnik więc i koniki licznie zgromadziły się przy „stole”. Moc wrażeń, ale gdzie duch tam i ciało daje znać o sobie. Udejemy się do Obrzycka by tam „zapolować”. Niestety,( a może i stety) restauracja już nie istnieje. W związku z powyższym udajemy się na krótki rekonesans i tutaj kryje się rzeczone stety bo możliwość obejrzenia pięknego XIX wiecznego ratusza czy też kościoła parafialnego projektu Pompea Ferrariego spokojnie przedłożyć można nad obiad, który ostatecznie spożyliśmy w Szamotułach. Pokrzepiwszy ciała, a i ducha mając na uwadze, zmierzamy ku ostatniej już atrakcji. Na początku mowa była o dramaturgii nieba rodem z holenderskich obrazów. Jaki początek taki i koniec, bowiem w Rogierówku powitał nas niezwykły kustosz niezwykłego muzeum. Holenderski wiatrak nie mle już od dawna mąki, ale i tak robi wrażenie. Główny wał zbudowany z drewna gwadiakowego „poci się” gdy podlega tarciu. Zapewnia sobie tym samym doskonałe smarowanie. Co ciekawe jeśli brakowało wiatru, napędzany był maszyną parową. Tadeusz Marszewski, który dba o wiatrak i utrzymuje go w doskonałej kondycji ze szczegółami opowiada, a w każdym słowie wyczuwa się pasję. Co więcej zabiera nas też do swojej pracowni. Kustosz i niezwykle utalentowany rzeźbiarz w jednej osobie, a do tego najbardziej rozgadany milczek po tej stronie stumilowego lasu. To już koniec tej niezwykłej podróży. Punkt 18.00 docieramy na dworzec letni. Gombrowicz tu nie na miejscu, ale trąba na pewno. Kto nie był niech żałuje, a kto chce być, spiesznie donosimy, że kolejne wycieczki to:
Szczegóły już wkrótce. Zapraszam też do obejrzenia galerii zdjęć: Niebawem zapraszamy na relację z niewykłego miejsca. Wyprawy Aglomeracji trafiły do zakładów przetwórstwa skrobii w Luboniu. Jest na co czekać.Krzysztof Ulas Fot. Krzysztof Ulas
Powered by !JoomlaComment 3.26
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








