Zwijanie Transportu Miejskiego
| Zwijanie Transportu Miejskiego |
|
|
|
| Autor: Dariusz Kaczyński (dariusz.kaczynski@aglomeracja.pl) | ||||||||
| 24.08.2009. | ||||||||
|
Przypomnijmy – do niedawna poznańską komunikacją całkowicie zawiadywało Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Od początku tego roku pełni już tylko funkcje wykonawcze – jeździ tam, i z taką częstotliwością, jak każe mu nowy operator – Zarząd Transportu Miejskiego. To w kompetencje tego nowego, miejskiego urzędu przeszło zamawianie przewozów i ustalanie rozkładów jazdy (wcześniej domena MPK). Ponoć miało to być wstępem do wprowadzenia konkurencji w transporcie, nic takiego się jednak nie dzieje. Nie ma nawet takich planów. Nowa instytucja ochoczo korzysta jednak ze swoich kompetencji związanych z kształtowaniem rozkładów jazdy – niestety, tylko w jedną stronę, czyli redukując ilość kursów. Sytuacja jest paradoksalna – ciało, które miało wyzwolić mieszkańców od dyktatu monopolisty swoim działaniem jeszcze pogarsza warunki podróżowania po mieście. Dlaczego? Ano, to proste: Otóż MPK, jako przewoźnikowi mogło jeszcze zaleźć na tym, by rozkładu jazdy nadmiernie nie odchudzać. To od ilości kursów zależy w końcu kondycja przedsiębiorstwa, przewoźnikowi mogło też zależeć na lobbingu w stronę jak największej dotacji z budżetu Poznania do komunikacji miejskiej. Nowy operator, co widać już wyraźnie, myśli tylko o jednym – jak najbardziej radykalnym cięcieu kosztów transportu publicznego w mieście. Nie ma żadnego interesu w większej liczbie kursów, rozliczany jest z tego, by komunikacja była jak najtańsza. A ciąć kursy jest łatwiej, niż na przykład obniżać cenę przejechanego kilometra, która w Poznaniu jest bardzo wysoka. Miasto, czyli w praktyce ekipa prezydenta Ryszarda Grobelnego ma – wbrew zapisom oficjalnej polityki komunikacyjnej – zupełnie inne priorytety. A ogrom pieniędzy tradycyjnie przekazywanych na dotacje dla transportu publicznego najwyraźniej tę ekipę uwiera. W odróżnieniu od na przykład przedsięwzięć wielkiego biznesu czy kibiców, w tej akurat materii miejska władza nie jest skłonna do hojności. Likwidowanie kursów, zmniejszanie ich częstotliwości i zawieszanie poszczególnych linii ma, o czym doskonale wiedzą fachowcy, między innymi taki skutek, że skłania mieszkańców do przesiadki do samochodu. Skoro komunikacja publiczna jest coraz mniej wygodna, trzeba radzić sobie samemu. A to oznacza mniej pasażerów, jeszcze mniejsze wpływy z biletów, a w konsekwencji – pomysły, by jeszcze bardziej redukować rozkłady jazdy i podnosić ceny biletów, i tak już bardzo drogich. Towarzyszy temu ukryte założenie, że to samochód osobowy ma z czasem stać się podstawowym środkiem komunikacji – wszak według prezydenta Grobelnego Poznań ma być miastem biznesu, a szanujący się biznesmen tramwajem nie pojedzie. To, że jest to polityka samobójcza, do mało kogo z decydentów dociera – miasto nie jest z gumy, od wieków kształtowało się tak, a nie inaczej, i, jeśli nie wyburzeć historycznej zabudowy, nie zmienią tego żadne wzniosłe w tonie zaklęcia o poprawie warunków ruchu kołowego, z zaklęciem o trzeciej ramie, mającej być panaceum na komunikacyjne bolączki na czele. Zwłaszcza, że na tę inwestycję, której rozmachu w planowaniu nie powstydził by się Stalin, po prostu nie ma pieniędzy. Jedynym skutkiem realnie, w odróżnieniu od deklaracji w dokumentach, prowadzonej polityki komunikacyjnej (jeśli można tak nazwać dzisiejszą improwizację) będzie coraz gorsza jakość transportu publicznego, i coraz większe korki. W ten oto sposób, w Poznaniu stało się coś bardzo polskiego: powołanie ZTM, które w założeniu miało komunikację w Poznaniu usprawnić, dało efekt dokładnie przeciwny. Więcej, stało się gwoździem do trumny publicznego transportu. Dariusz Kaczyński dariusz.kaczynski@aglomeracja.pl Fot. Dariusz Kaczyński
Powered by !JoomlaComment 3.26
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."Czytaj także: |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








