Genius loci...
| Genius loci, czy skład tandety? |
|
|
|
| Autor: Adam Beim | ||||||||
| 13.02.2008. | ||||||||
|
Cieszy mnie bardzo, że po długiej przerwie ponownie nawiązała się dyskusja na temat tego, jakże bardzo problematycznego obszaru. Jako radny osiedla Jeżyce, a także student Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej chciałbym również zabrać w niej głos – szczególnie, że tematem mojej pracy dyplomowej jest „Centrum Kultury i Sztuki na Jeżycach”, mieszczące się właśnie na terenie obecnej zajezdni. Wynikająca z nowych realiów ekonomicznych konieczność przeniesienia zajezdni stwarza ogromną szansę dla mieszkańców. Teren, który nigdy wcześniej nie był integralną częścią miasta ma zostać otwarty dla mieszkańców. Znajduje się on na przedłużeniu dwóch ważnych ciągów komunikacyjnych: pierwszego, który wiedzie od Starego Rynku ulicą Św. Marcin oraz nieco mniejszego wiodącego z rynku Jeżyckiego ulicą Kraszewskiego. Jeśli jeszcze dodamy do tego łatwość dojazdu, bliskość dużego osiedla, parku i terenów targowych oraz zabytkowych perełek architektonicznych, to szybko zauważymy ogromny potencjał kryjący się w tych terenach. Zysk nade wszystko Pewnie – sprzedać najłatwiej, tylko czy tak powinna wyglądać polityka naszego miasta? Jeśli w rozstrzyganiu przetargu głównym (jeśli nie jedynym) czynnikiem okaże się cena, można się spodziewać wszystkiego na co pozwoli Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego, a więc także handlu wielko-powierzchniowego powyżej 2 tys. mkw. Okaże się to bardzo szybko, bo prędko postępują prace nadbudową trasy tramwajowej na Franowo, która jest przecież niezbędna do wybudowania nowej zajezdni i przeniesienia starej. Sprzedane = zrewitalizowane Zupełnie niezrozumiałe wydaje się być w tym świetle działanie miasta, które wystawiło na sprzedaż tereny zajezdni. To takie podkładanie nogi samemu sobie. Niemniej trudno się temu wszystkiemu dziwić, skoro mało kto w Poznaniu wie, o co tak naprawdę chodzi w rewitalizacji. Jest to słowo na tyle modne i popularne, że wszelkiego rodzaju przebudówki, czy nawet prace termo-modernizacyjne przezywa się tą nazwą. Co więcej – często nawet używa się go w odwrotnym do właściwego znaczeniu. Przykładem tego może być nazywanie rewitalizacją budowy osiedla mieszkaniowego na miejscu terenów zielonych wbrew woli mieszkańców. Samo Miasto Poznań prowadzi rozbieżne działania rewitalizacyjne, nazywając także tym słowem... renowację mieszkań. Rewitalizacja to jednak o wiele więcej – to długi proces konsultacji społecznych, które mają doprowadzić do odrodzenia się więzi społecznych nadanym terenie poprzez działania dążące do nadania nowej jakości jakiemuś terenowi. Plany miejscowe powinny być tworzone właśnie na podstawie takich działań, a nie być same w sobie siłą projektową – czasy tej metody projektowania już dawno minęły wraz z upływem czasów komunistycznych. Nie sposób nie wspomnieć również o działaniach Miejskiej Pracowni Urbanistycznej, która przecież też podlega miastu. Zaproponowała ona bardzo ciekawą propozycję zagospodarowania terenów zajezdni MPK w oparciu o projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Zakłada ona wybudowanie kolejnych kwartałów zabudowy mieszkalnej łączących się kompozycyjnie z resztą osiedla. Nie doceniamy, co mamy Muzeum Motoryzacji „tli” się teraz pod rondem Kaponiera. Niezauważone, a piękne pojazdy czekają na klimatyczne miejsce ekspozycji – dlaczego nie w zajezdni? Jeśli nie dodamy do Muzeum żadnych funkcji, to miejsce to szybko stanie się puste. Wtedy zaczyna się łańcuszek funkcji, który jest odpowiedzią na problemy zajezdni. Należałoby pomyśleć także o funkcjach handlowych – mało co przyciąga ludzi do swoich wnętrz lepiej jak centrum handlowe. Warto pomyśleć też o atrakcyjnych loftach – luksusowych mieszkaniach, biurach i innych usługach takich jak restauracje, czy hotele (w końcu Międzynarodowe Targi Poznańskie są w odległości rzutu kamieniem). Po drugiej stronie ul. Zwierzynieckiej powstanie niebawem park podobny w swoim charakterze do chętnie odwiedzanego parku Wilsona, który również będzie przyciągał mieszkańców. Moja wizja zakłada również powstanie centrum sztuki i kultury, miejsca - ikony miasta, które ma zwieńczać całe założenie. Tam znajdowałyby się sale spotkań dla dzieci i seniorów, sale do nauki tańca, do różnego rodzaju kółek artystycznych i modelarskich, jak i sala wielofunkcyjna. Swoje miejsce znalazłaby galeria sztuki, a także biblioteka oraz bezpłatna kawiarenka internetowa. Czyje to miejsce? My kształtujemy przestrzeń, a ona nas Nie spodziewam się, by wszyscy zgadzali się z moimi propozycjami, bo to jest raczej niemożliwie. Sam się biję w pierś, że stosuję metody projektowania zezwalające na jakikolwiek handel powierzchniowy w granicach centrum miasta. Niemniej liczę na to, że spojrzenie na ten teren się nieco zmieni, i że miasto zacznie myśleć bardziej o mieszkańcach niż o wizji zysku. Nawet pomysł powstania parku w miejscu zoo ma swoich wrogów, którzy boją się ,,zalania” osiedla przez migrujące szczury... Adam Beim Autor tekstu jest architektem, niedawno obronił na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej pracę dyplomową zatytułowaną „Centrum Kultury i Sztuki na Jeżycach”. Fot. www.jezyce.poznan.pl
Powered by !JoomlaComment 3.26
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."Czytaj także: |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








