Nie wyrywać stron
| Nie wyrywać stron |
|
|
|
| Autor: Andreas Billert | ||||||
| 05.03.2008. | ||||||
Strona 1 z 4
Dyskusja społeczna o zmianach Studium, o losach Zajezdni, ew. odkryciu na jej terenie śladów mrocznych czasów okupacji, czy wreszcie rozpoczęty właśnie spór o neoklasycystyczny budynek szkoły z lat 50-tych ubiegłego stulecia przy Alei Niepodległości, to dobry znak dla Poznania. Podobnie, jak działanie inicjatywy „My Poznaniacy”, dyskusje społeczne przyśpieszają re-europeizację Poznania. Takiej reeuropeizacji społeczno – politycznej i mentalnej, zagrażają zjawiska autorytarnej władzy, jak fascynacje społeczne cywilizacją konsumizmu i proletaryzacji gustów i obyczajów. Owczy pęd Istnieją też zagrożenia w zakresie realizacji architektury. Jednym z nich jest tzw. „gargamelizacja i macdonaldyzacja przestrzeni”. Pseudohistoryczna koncepcja „odbudowy” zamku Przemysła, tzw. „Dwór Bamberski”, czy zespół mieszkaniowy nad Wartą vis a vis katedry, to przykłady tych tendencji. Są być może wyrazem ludowej tęsknoty za przytulnością, realizowaną trywialnie obłaskawioną historią albo za nie mniej naiwnym wyobrażeniem o historycznym kostiumie zdolnym legitymować prestiż władzy. Trzecim zagrożeniem jest sięganie do architektonicznej formy, interpretowanej jako wyraz postępu i nowoczesności. Formy jednak obcej tradycji i europejskiemu charakterowi miasta, jak i karykaturalnej, z racji tkwiących w niej sprzeczności między językiem a treścią wypowiedzi. Znakiem takich tendencji jest m.in. poznański sen o wieżowcach. Budynki tego typu, zrodzone w XIX-wiecznym Nowym Jorku, z konieczności a nie z doktryny estytczno – architektonicznej, uzyskały z biegiem czasu funkcje symbolu. Stolica trzeciego świata Ta charakterystyczna dla krajów rozwijających się i peryferii gospodarczych wiara w magię przedmiotów i kostiumów i konwencji, przy jednoczesnym braku realnych sił do realizacji treści, z którymi są one w realnym świecie związane, rodzi m.in. „sen o wieżowcach”. Budowane w miastach peryferyjnej, chociaż niezwykle bogatej w tradycje architektoniczną Europy, pozwalają być może przysłonić fatalny stan istniejących tradycyjnych przestrzeni i destrukcji ich wartości. Tak oceniał ostatnio Warszawę z jej prowincjonalnym kompleksem metropolii socjolog miasta – prof. Jałowiecki – nazywając stolicę „miastem trzeciego świata”. W miastach takich albo nie ma własnej tradycji, albo ukazuje się ona marzycielom metropolitalnym nienowoczesna i wstydliwa, co prowadzi do charakterystycznych konfliktów przestrzenno - funkcjonalnych i społeczno – ekonomicznych w strukturze takich właśnie miast. Urząd ma być wielki Tak, jak nie sposób zrozumieć ostatnich zmian Studium inaczej, jak przyzwolenia na dalszą degradację śródmieścia i historycznych dzielnic miasta, na jego motoryzacyjne samobójstwo i antyekologiczną grabież terenów zielonych i gleb, realizowanych wbrew wszelkim standardom rozwojowym Unii Europejskiej, tak nie sposób zrozumieć autorytarnego zamiaru budowania nadętej siedziby służby publicznej, obcej w swej formie historycznemu charakterowi Ringu Stuebena i, której skutkiem będzie dodatkowo zdemolowanie fragmentu tradycji architektonicznej miasta. |
||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








